Logo

INFO


button2

Po co komu taki mój, twój, nasz, ZASP?

Krystyna Piaseczna: Dzień dobry, panie prezesie. Nie wiedziałam, że w dniu 3 marca 2020 r., przypadnie mi w udziale zadanie specjalne, które – jako członek ZASP-u – traktuję jako sprawę honorową. Porozmawiajmy, jest pan prezesem Związku Artystów Scen Polskich od kilkunastu dni. Jak będzie wyglądał ZASP tuż przed Zjazdem za kilka miesięcy?

Krzysztof Szuster: Krysiu, z wielką ochotą odpowiem ci na każde pytanie. Znamy się długo. Bardzo cenię twoją pracę od lat. Wolałbym, by była to rozmowa dwojga znajomych działających w ZASP-ie.

 

Proszę, uruchom wyobraźnię. Jaki widzisz ZASP w przeddzień Zjazdu?

Zjazd musi odbyć się najpóźniej do połowy września. Straciliśmy bardzo dużo czasu i przyczyny tego są znane wszystkim członkom ZASP-u. Tragedia, która spotkała Pawła Królikowskiego jest bez wątpienia powodem tych opóźnień. Nasz Statut – tak poprzedni, jak i obecny – nie przewiduje impeachmentu. To znaczy, że w przypadku choroby, nie ma takiej możliwości, by odwołać prezesa. Prezes sam musi złożyć rezygnację. Paweł złożył ją bardzo późno i to spowodowało poważne ograniczenia w działaniach zarządu. Pragnę podkreślić, to wielka tragedia człowieka który walczył, który miał jakąś swoją wcześniejszą wizję. Teraz trzeba pozbierać to, co Paweł Królikowski po sobie pozostawił, ale głównie trzeba dostosować się do nowego Statutu, który przyjęliśmy na ostatnim Walnym Zjeździe. To szalenie trudne, dlatego że wszyscy mierzymy się z materią, z którą wcześniej nie mieliśmy do czynienia. Nagle ze stowarzyszenia, z wielkimi tradycjami, z piękną wizją i przesłaniem, staliśmy się – w myśl ustawy o zbiorowym zarządzaniu, a wcześniej w myśl unijnych przepisów – organizacją zbiorowego zarządzania, której priorytetem jest monitorowanie, zbieranie i wypłacanie funduszy podmiotom zrzeszonym, ale też wszystkim, którzy powierzyli nam swoje prawa.

 

Co nas czeka do Zjazdu? Jak, więc, widzisz swoją rolę kontynuatora czy też osoby, która trochę inaczej poprowadzi Zarząd niż poprzednik?

Bardzo ciężko jest odpowiedzieć na to pytanie, ale odpowiem wprost – inaczej. Uchwalając nowy Statut, przyjmując go, uchwaliliśmy zaledwie 1/4 dokumentów, które powinniśmy po przyjęciu Statutu uchwalić ponownie. To nie jest związane z opieszałością Zarządu, dyrektora generalnego, pracowników czy kogokolwiek innego. Taka była kolej rzeczy – uchwalenie Statutu, a potem, w ramach tego Statutu przygotowanie niejako państwowych – gdyby użyć porównania – rozporządzeń, Tych rozporządzeń jest bardzo dużo, dlatego że całkowicie zmieniła się struktura. W tej chwili podstawową komórką nie będzie oddział, nie będą koła – w teatrach czy instytucjach kulturalnych – tylko sekcje branżowe. Mało tego, te sekcje zostały podzielone na sekcje repartycyjne i nierepartycyjne. Do każdej z nich trzeba uchwalić stosowny regulamin, podobnie jak w przypadku oddziałów.

 

Jak chciałbyś przyspieszyć ten proces?

To bardzo dobre pytanie, związane z datą zwołania Zjazdu. Możemy zwołać ten Zjazd już, np. na czerwiec, ale nie powinniśmy jednak tego robić – w myśl odpowiedzialności. Oczywiście zadecydują oddziały. Zamierzamy zadać pytanie naszym członkom, czy chcą zwołania Zjazdu błyskawicznie, czyli na koniec czerwca, czy też zgodzą się na zjazd na początku września, aby był czas na jego precyzyjne przygotowanie. Zależałoby mi, by po stworzeniu dokumentów, wszyscy nasi członkowie – Delegaci, których już prawomocnie wybraliśmy, mogli zapoznać się z całym materiałem dotyczącym regulaminów sekcji oraz z tym, o co wszyscy słusznie walczą – to jest podziałem środków finansowych, również tych, które nam pozostaną na cele statutowe. Reasumując, powinniśmy wyznaczyć datę zjazdu dopiero po konsultacjach i naniesieniu właściwych uwag.

 

Wrócę jednak do poprzedniego pytania – w jaki sposób chcesz przyspieszyć ten proces?

Proces ten chcę oprzeć na czterech filarach, m.in. na współpracy z krakowską kancelarią prawną mecenasa Marka Bukowskiego oraz kancelarią prawną mecenasa Grzegorza Rybickiego. Zostało już zawarte dodatkowe porozumienie z kancelarią krakowską, która przygotowywała nam Statut. Trzymiesięczne opóźnienie wynikało z tego, że nie miał kto podpisać aneksu do kolejnej umowy ze wspomnianą kancelarią. Kancelaria nie może pracować bez gwarancji wypłacenia honorarium, co jest zrozumiałe. Niemniej jednak można powiedzieć, że straciliśmy te trzy miesiące, spowodowane niedyspozycją byłego prezesa, Pawła Królikowskiego. Kancelaria Grzegorza Rybickiego, która obsługuje ZASP od wielu lat, to drugi nasz filar. Trzecim filarem jest wspaniale pracujące biuro pod wodzą dyrektora generalnego, Andrzeja Gajewskiego. Biuro stanowiące oddaną grupę osób, która pracuje – w dzień i noc przy wyborach na Delegatów, pracuje przy wyborach do władz sekcji, wreszcie – przy tworzeniu dokumentów, które będą nam niezbędne. Czwartym filarem jest Zarząd. To na nim spoczywa określenie celów i przedstawienie ich prawnikom, którzy nie muszą znać naszej ZASP-owskiej specyfiki – artystów, reżyserów, aktorów, scenografów, krytyków teatralnych, sekcji teatrów lalkowych, sekcji radia, telewizji i filmu, sekcji tańca czy sekcji muzycznej. Musimy znaleźć metodę, w jaki sposób odpisać z części przeznaczonej na prowadzenie repartycji, na cele statutowe. Nie można ot tak po prostu wziąć sobie tych pieniędzy. Wszystko musi zostać zapisane i uchwalone przez Walny Zjazd. Przygotowywaniem tego zajmą się cztery wspomniane podmioty.

 

Rozmawialiśmy wielokrotnie w kuluarach oraz na naszych zebraniach Programowej Rady Sekcji i w poszczególnych sekcjach o tym, że strukturalnie ZASP jest zbudowany genialnie. Ma wszystkie elementy, które są potrzebne do funkcjonowania takiej organizacji, jaką jest stowarzyszenie ZASP teraz w nowej formule. Przeszedł przez trudny okres tworzenia nowego Statutu. Mamy więc pewien fantastycznie zbudowany organizm, ale zaczął on niejako funkcjonować sam dla siebie. Jak wypełnić go życiem? Powstaną nowe regulaminy, powstaną nowe formalne, zgodne z prawem rozwiązania, ale gdzie są ludzie? Gdzie są ci, dla których to wszystko robimy? Dla kogo będzie pracował nowy ZASP? Dla kogo ty pracujesz? Czy czujesz się prezesem Zarządu czy prezesem całego ZASP-u? A jeżeli całego ZASP-u to jakiego?

To świetne pytanie. Ja przyrównuję ZASP do zegarka posiadającego trybiki, w tym wypadku sekcje, oddziały, cyferblat, którym jest cały Zarząd a dyrektor generalny i prezes to jego wskazówki. Jeśli sięgniemy zarówno do starego, jak i nowego Statutu, możemy zauważyć, że wszystkie decyzje wypracowuje Zarząd. Rola prezesa zaczyna się w momencie ich realizacji. Do tej pory zwyczajowo było tak, że mimo zapisu w statucie, to prezes nadawał kierunek i ton temu stowarzyszeniu. Jednak coś za coś – teraz trzeba zwrócić uwagę i na Statut. Bez wątpienia chciałbym być prezesem całego ZASP-u, wszystkich tych „trybików”. Być wsłuchanym w ich pracę. Jeżeli jeden trybik zacznie grać fałszywie, pokazywana godzina nie będzie się zgadzać, dlatego najpierw chciałbym nazwać się prezesem technicznym. Dopiero później do tak zwanego bywania czy reprezentowania, choć według mnie nie na tym polega moja obecna rola.

Chciałbym nazwać się skromnie prezesem technicznym, który zbierze to, co się stało ostatnimi czasy – bo to trwało już troszkę wcześniej. To był brak wyraźnego kierunku, decyzji co mamy zrobić, w którą stronę zmierzamy, jakie mamy przesłanie. Nawiążę do błędu, który popełniliśmy. Wydawało nam się na Zjeździe, że niepowołanie Programowej Rady Sekcji sprawi, że będzie mniej podmiotów do podejmowania decyzji. W moim rozumieniu był to błąd. Przypomnę, że to ja jestem inicjatorem dodania słów „może być powołana”. Tego zwrotu w ogóle nie miało być. Moja propozycja przeszła, ale wpadliśmy niejako przez te dwa lata w drugą pułapkę. Proszę zerknąć do Statutu. Z pośród kogo może być powołana Programowa Rada Sekcji? Z przewodniczących poszczególnych sekcji. Ważne jest  dla mnie, by w przyszłości nie działać jak Zosia Samosia. Konieczne jest posłuchanie ludzi ze środowiska, którzy posiadają wielkie doświadczenie merytoryczne.
Troszkę odbiegłem od tematu, ale myślę, że tę kwestię też trzeba poruszyć. Najważniejszą sprawą dla ZASP-u jest sprawne „pociąganie za sznurki”, koordynacja szybkiego przygotowania regulaminów i – tu widzę ogromną rolę prawników oraz dyrektora Andrzeja Gajewskiego.

I teraz wrócę do Twojego pytania, jak ja w ogóle widzę ZASP w przyszłości. Głęboko wierzę, że wszystkie te regulaminy będą dla nas wstępem. Za rok, na następnym Zjeździe na sto procent będziemy musieli poprawić kilka punktów, tak jak w przypadku Statutu. To pozwoli nam znaleźć fundusze na działalność statutową niejako tego starego ZASP-u. W tym mieści się również Skolimów, sprawa pomocy kolegom, którzy potrzebują wsparcia finansowego, a także sprawa, na której bardzo zależało prezesowi Pawłowi Królikowskiemu, to jest wykorzystanie potencjału ZASP-u jako firmy producenckiej. Wreszcie, kontynuowanie spraw związanych ze współpracą z Telewizją Polską, Polskim Radiem, z telewizjami komercyjnymi. Do tej pory ta kwestia leżała nieco odłogiem. Pierwsze porozumienie z telewizją – masz w tym swój wielki udział i za to ci już dziś, bardzo dziękuję. Już się odbyły pierwsze trzy wydarzenia z tytułu zawarcia tego porozumienia. To trzeba kontynuować, to trzeba rozwinąć i pielęgnować. Jestem koniarzem. Nie wystarczy, że klacz urodzi źrebaka. Tego źrebaka trzeba kształtować od pierwszego dnia. Minęło już prawie parę miesięcy od przyjęcia Statutu i teraz musimy pielęgnować na nowo tego „źrebaka”, bo to jest jeszcze taki niedojrzały twór. Chciałbym, żeby ten „źrebak” wyrósł na piękną „klacz” albo pięknego „ogiera”. Nie godzę się na to, by wyrósł na „wałacha”, którego trzeba się pozbyć.

 

Umyka gdzieś w tych rozmowach i wytężonej pracy Zarządu Głównego, którego działanie śledziłam, dzięki zapraszaniu mnie na spotkania jako Przewodniczącą Rady Sekcji, cała rzesza ludzi, artystów, w imieniu których działa ZASP. Kontakt na co dzień z tak zwanym szarym członkiem ZASP-u jest właściwie nijaki. W moim odczuciu, a obserwuję to z boku, istnieje przepaść między tymi, którzy intensywnie pracują na korzyść rozwiązań paralegislacyjnych, a tymi, którzy na te rozwiązania czekają. Co zrobić, by w okresie tych 4 miesięcy, które będziesz firmował swoim nazwiskiem, ludzie zrozumieli, że to w ich imieniu podejmujecie te decyzje?

Teraz, jako dwutygodniowy prezes, uderzę się w pierś. To nie jest wina tych kolegów. To jest nasza wina – Zarządu i kierownictwa – że kontakt z tzw. terenem został ograniczony. Twoje obserwacje absolutnie pokrywają się z moimi. Podczas zebrania wyborczego, gdy wybieraliśmy między mną, a drugim kolegą, postawiłem kolegom z Zarządu warunek, by wysłuchali tego, co mam do zaproponowania w skupieniu i zgrzytając zębami, i dopiero wtedy – jeśli oddadzą na mnie głos – zgodzę się kandydować. W tym wystąpieniu zawarty był punkt, który potwierdzał temat, który poruszyłaś. Tę sytuację trzeba uzdrowić natychmiast. Zanim te słowa się ukażą, wyjeżdżamy wraz z dyrektorem Andrzejem Gajewskim w objazd do oddziałów, by nie tylko odpowiadać na najtrudniejsze pytania, lecz także tłumaczyć delegatom i członkom, czym ZASP jest, czym ZASP będzie i jakich wyborów musimy dokonać. Nie będziemy kierować sumieniami czy podpowiadać jak to zrobić na co dzień. My odpowiemy na pytania. To nie będzie żadna akcja wyborcza. Pojedziemy wytłumaczyć poszczególne kwestie – tego brakowało. Straciliśmy łączność. Na spotkania, które były organizowane w czasie tego Zarządu pod poprzednim kierownictwem, przyjeżdżali przewodniczący oddziałów i sekcji. Ale w dwie czy trzy godziny trwania zebrania nie dawaliśmy rady omówić wszystkich tematów. Grały temperamenty. Teraz zapraszamy wszystkich członków ZASP-u z każdego oddziału. Chcemy wreszcie – biorę to na siebie – uderzyć się w pierś.

 

Znamy realia. Nie są tak optymistyczne. Oby się to udało, choć wiara w skuteczność tych spotkań też jest już ograniczona. Trzymajmy kciuki. Mamy doświadczenia z pismem „Sceny Polskie”. Egzemplarze przesyłane są do oddziałów. Oddziały powinny tymi egzemplarzami gospodarować w taki sposób, by pismo znalazło się w poszczególnych teatrach, docierało do poszczególnych członków ZASP. Zdarza się, że „Sceny Polskie” leżą na półkach i jak sobie ktoś weźmie, to weźmie, ale nikt do końca nie wie, czy pismo jest już dostępne. Nie ma czytelnej dystrybucji „Scen Polskich”. To tylko tak na marginesie.

Bardzo mnie to boli.

 

Ta temperatura działania społecznego jest rzeczą, którą trzeba weryfikować w bardziej systematyczny sposób. W tej chwili zostało to przerwane przez śmierć naszego prezesa, przez zmiany strukturalne, które nas wszystkich sparaliżowały.

Nie tylko. Również poprzez odejścia niektórych osób z Zarządu co pozostaje nie bez znaczenia. Wiele zmieniło się nie tylko w naszym kraju, lecz także na świecie. Słowo „społecznik” – musimy się z tym pogodzić – odeszło do lamusa. Ja nie stawiam żadnych warunków dotyczących mojej pracy społecznej. Ja to kocham.

 

Powiedzmy o marzeniach. Możemy snuć plany, a wszystkie uwagi, o których powiedziałeś, muszą przełożyć się na stronę praktyczną, na pewien sposób zarządzania Zarządem i ZASP-em na najbliższy czas i egzekwowania tego. Czy jest jeszcze miejsce na marzenia?

Tak, jest miejsce na marzenia. Moim wielkim marzeniem jest, żebyśmy się na najbliższym Zjeździe wspierali merytorycznie, bez walki o stanowiska. Bardzo bym chciał, żeby koledzy, którzy zgodzą się kandydować, wkalkulowali w swoją przyszłą działalność to, że nie zawsze ich decyzje będą popularne dla środowiska. To, że muszą poświęcić bardzo dużo swojego czasu – zarówno prywatnego, jak i zawodowego. Żeby pamiętali o tym, by wybrać osoby, które naprawdę będą chciały z oddaniem pracować. Ja jestem spełniony życiowo, zawodowo, hobbystycznie, finansowo. Jestem człowiekiem niezależnym, pracowałem bardzo ciężko na swoją pozycję. Teraz, organizacji, w której byli moi dwaj wujowie, mnóstwo przyjaciół i moich profesorów, którzy wprowadzali mnie do ZASP-u, chciałbym przywrócić bardzo ważną pozycję. Chciałbym doprowadzić do tego, żeby organizacja zbiorowego zarządzania mogła finansować marzenia, potrzeby i ambicje naszych kolegów artystów.

 

Oby udało się to wszystko w ciągu kilku miesięcy zrealizować. Mówimy, przecież, o naszej sytuacji nie w perspektywie lat, ale tygodni, miesięcy, przy czym sytuacja prezesa technicznego jest ograniczona również czasem.

Tak, czasu mam niewiele.

 

Trzymamy kciuki. Jest to w naszym interesie, by ci się to udało. O prawach pracowniczych i wyborach dyrektorów teatrów porozmawiamy, zapewne, przy innej okazji. Dziękuję.

Dziękuję bardzo i obiecuję, że będę walczył nawet ponad siły.