Licznik odwiedzin : 2117387
Logo
10-10-2017

Zwyczajny Walny Zjazd

LVIII Zwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZASP rozpoczyna się
16 kwietnia 2018 roku o godz. 10:00 w Teatrze Lalka w Warszawie.

Zmarł Wojciech Pokora (2.10.1934 - 4.02.2018)

Najbardziej jednak zapadły w pamięć jego liczne kreacje filmowe i serialowe: porucznik Zubek w „Przygodach psa cywila” Krzysztofa Szmagiera, subiekt Lisiecki w „Lalce” Ryszarda Bera, inżynier Mieczysław Gajny w „Czterdziestolatku” Jerzego Gruzy, brawurowo zagrany hrabia Żorż Ponimirski w „Karierze Nikodema Dyzmy” Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego czy Oberleutnant Franz von Nogay w komediach Janusza Majewskiego „C.K. Dezerterzy” i „Złoto dezerterów”. Wojciech Pokora był jednym z ulubionych aktorów Stanisława Barei, u którego debiutował epizodem w komedii „Mąż swojej żony”. Wielką popularność przyniosła mu rola w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”, gdzie zagrał młodego inteligenta, historyka sztuki, Stanisława Marię Rochowicza, który na skutek różnych życiowych perypetii zmuszony jest podjąć pracę gosposi domowej i w kobiecym przebraniu funkcjonować jako Marysia. Zagrał też w wielu innych filmach Barei -  „Nie ma róży bez ognia”„Brunet wieczorową porą”, „Miś” – a w serialu telewizyjnym „Alternatywy 4”, wcielił się w postać docenta Zenobiusza Furmana .


„Odszedł aktor komediowy, mistrz wagi lekkiej, nie tylko ze względu na swą szczupłą posturę i wysoki głos, ale przede wszystkim z powodu subtelnego humoru, którym operował. Potrafił z kamienną twarzą, niczym Buster Keaton, podawać absurdalne kwestie, ucząc widza dobrego smaku, a przede wszystkim czujnej inteligencji. Kiedyś był inżynierem, więc pewnie dlatego jego role zbudowane były precyzyjnie jak mechanizm, w którym wszystkie śrubki idealnie do siebie pasowały. Proponując intonację, wyrażającą określony sens, domagał się riposty, która zbuduje logikę żartu, aby to widownia w roli arbitra pomiędzy postaciami, wyłapała komizm. Fiksował, tzn. ustalał drobiazgi swojej interpretacji, które później z temperamentem poddawał strumieniowi energetycznej gry. Obserwowałem to w spektaklu „Czarna komedia” na początku lat 70-tych w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, gdzie grał m.in. z Wiesławem Gołasem, Ryszardą Hanin i Danutą Szaflarską.

W pamięci pozostaną Jego role i epizody kabaretowe – w Owcy, Dudku czy Kabarecie Olgi Lipińskiej -  oparte na znajomości warsztatu i sprawnemu balansowaniu słowem.
 Postaci, które rysował, były często zagubione, nieśmiałe, wiotkie lub nad wyraz ekspresyjne, jak Żorż Ponimirski w serialu „Kariera Nikodema Dyzmy”. Zżymał się na swe wcielenie kobiece, choć ze względu na właściwą mu delikatność był do tej roli wymarzonym kandydatem. Myślę o roli gosposi Marysi w komedii „Poszukiwany, poszukiwana” Stanisława Barei. Pokochały go w tej przebierance miliony widzów. Uwodził komizmem i w innych filmach Barei: „Brunet wieczorową porą”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, „Miś”. Do dziś bawią PRL-owskie seriale - „Alternatywy 4” i „Czterdziestolatek”, gdzie zagrał inżyniera Gajnego. Świetnie wyczuł Szweykowski humor w filmach „C. K. Dezerterzy” i „Złoto Dezerterów” Janusza Majewskiego, parodiując austriackiego oficera.
Przejmująca natomiast była jego rola Władzia w Gombrowiczowskim „Ślubie” w reżyserii Jerzego Jarockiego, gdzie zagrał u boku Piotra Fronczewskiego. Widziałem to przedstawienie w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, z którym związany był 26 lat, od 1958 roku. Ja wszedłem do zespołu tego teatru w roku 1970. Pan Wojciech wydawał się milczący, zamknięty, cichy i skupiony, jakby nieobecny, kiedy się go spotykało w teatralnym bufecie. Na scenie zaś tryskał energią i pobudzał do śmiechu, czuło się w nim jakiegoś podskórnego chochlika. Jeszcze niedawno w teatrze u Krystyny Jandy można go było oglądać w roli Dyndalskiego w „Zemście”. Kto wie, może jako Dyndalski wspominał inną „Zemstę”- przedstawienie Teatru Telewizji w reżyserii Jana Świderskiego, gdzie tak rewelacyjnie grał Papkina? Odszedł Mistrz, do którego zwracano się w ostatnich latach, by zechciał reżyserować farsy, co jest sztuką matematyczną i inżynieryjną. Obawiam się, że tajemnicę tego, jak się to robi, zabrał ze sobą w zaświaty. Żal”- wspomina Wojciecha Pokorę prezes ZASP Olgierd Łukaszewicz.

ZASP/J