Licznik odwiedzin : 1336393
Logo
10-10-2017

Zwyczajny Walny Zjazd

LVIII Zwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZASP odbędzie się
w dniach 16-17 kwietnia 2018 roku

35. FST w reportażu Krystyny Piasecznej

- Za nami 35. Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi. Jak Pani, z perspektywy doświadczonego teatrologa i dziennikarki, która co roku obserwuje przedstawienia dyplomowe z udziałem młodych adeptów aktorstwa, ocenia ten jubileuszowy festiwal?
Uważam, że był to festiwal bardzo różnorodny i wielobarwny, zarówno pod względem treści, jak i formy. Wzbogacony w tym roku o udział Wydziałów Lalkarskich z Wrocławia i Białegostoku oraz Wydział Teatru Tańca w Bytomiu (Wydział PWST Kraków). Dzięki temu mogliśmy zobaczyć szeroką panoramę studentów kształconych w państwowych instytucjach, pod okiem najlepszych reżyserów i pedagogów jakich mamy w Polsce, a może nawet i w Europie. Podczas festiwalu rozmawiałam bowiem z zagranicznymi gośćmi, którzy zachwycali się charakterem naszego festiwalu, a przede wszystkim warsztatem i przygotowaniem tych młodych ludzi do zawodu. 


- Grand Prix festiwalu otrzymali studenci krakowskiej PWST, którzy pod okiem Ewy Kaim i Włodzimierza Szturca przygotowali – nagrodzone już zresztą wcześniej krakowskim Ludwikiem w kategorii „najlepszy spektakl”- przedstawienie „Do dna”. Jak je Pani ocenia?
To doskonałe przedstawienie i pod wieloma względami wyjątkowe. Po raz pierwszy tak wysoko oceniono studentów Wydziału Wokalno-Dramatycznego. Do tej pory sympatie jurorów znajdowały się raczej po stronie dramatu. Toteż my, łodzianie, doskonale orientujący się w propozycjach szkoły łódzkiej, sądziliśmy, że do Grand Prix zakwalifikuje się „Diabeł, który…” w reżyserii M. Grzegorzka albo „Beczka prochu” w reżyserii M. Bogajewskiej. Właśnie ze względu na ową dramaturgię. Tymczasem zwyciężyła inna nuta, nuta, powiedziałabym, jubileuszowa. Wygrało przedstawienie, które bezsprzecznie jest genialne za sprawą muzyki i samego tworzywa, które zostało dane na warsztat tym młodym i niezwykle utalentowanym aktorom. W przedstawieniu, za sprawą starych pieśni ludowych, odkrytych m.in. przez Oskara Kolberga, docieramy do naszych korzeni.  Jednym słowem, sięgnięto „do dna”, żeby pokazać nam rytm, w jakim się poruszamy. Również sposób w jaki to zrobiono jest niezwykle finezyjny. Naszą uwagę zwróciła zwłaszcza Weronika Kowalska, aktorka o wielu talentach. Młodzi aktorzy też byli fantastyczni – utalentowani muzycznie, dowcipni, plastyczni.


- Nagroda ZASP, czyli „Deska Sceniczna” za wyrazistą osobowość aktorską, trafiła do Ewy Prus, studentki warszawskiej Akademii Teatralnej, która zagrała rolę Matki w sztuce „Pelikan. Zabawa z ogniem” Augusta Strindberga, w reżyserii Jana Englerta. Jury, w którym Pani zasiadała, miało trudny wybór?
Rzeczywiście, wybór najwyrazistszej osobowości teatralnej był nie lada wyzwaniem. Nasze jury, w którym oprócz mnie znalazła się także Ewa Mirowska, Dymitr Hołówko i Paulina Ilska, musiało się nieźle nagłowić. Wspierali nas także inni obecni na Festiwalu członkowie Sekcji Krytyków Teatralnych - Łukasz Kaczyński i Janina Klimasowa. Każdego dnia po przedstawieniach telefonowaliśmy do siebie, żeby ustalać stanowisko. Na początku wydawało się, że wybór będzie prostszy. Stworzyliśmy listę swoich faworytów, z której sukcesywnie wykreślaliśmy kolejne nazwiska. Można powiedzieć, że był to wybór na zasadzie eliminacji. Ewa Mirowska, która jest profesorem łódzkiej szkoły filmowej, chciała zachować dystans wobec swojej uczelni. Zrezygnowaliśmy więc ze znakomicie przygotowanych łódzkich aktorów, których początkowo braliśmy pod uwagę. Nie ukrywam też, że nie chcieliśmy okazać się zbyt lokalni, bo w większości jesteśmy przecież łodzianami. Ewa Prus była na naszej liście od początku do końca. Rola Matki, którą zbudowała pod reżyserską opieką Jana Englerta, pozwoliła jej na pokazanie rozwoju tej postaci. Dobry tekst i dobra reżyseria dały jej szansę, żeby ta postać mogła urosnąć. Poza tym aktorka dysponuje świetnym głosem i artykulacją. I co tu dużo mówić, potrafi grać w kostiumie. Do tej pory podziwialiśmy jak młodzi aktorzy potrafią grać bez kostiumu, nawet nago, a Ewa Prus pokazała nam jak cudownie nosi kostium.


- W tej chwili studenci mogą już na studiach posmakować zawodu – grają w telewizji i filmie – co kiedyś było nie do pomyślenia. Potwierdzają to chociażby Maciej Musiałowski i Marcjanna Zydek z łódzkiej szkoły, czy Olga Kalicka i Erika Karkuszewska z AT w Warszawie.
Tak, w tej chwili szkoły pozwalają wcześniej na aktywność zawodową. Leon Schiller, który jest patronem szkoły w Łodzi, jako jeden z pierwszych pozwalał na to i zatrudniał studentów do swoich wielkich inscenizacji w Teatrze Wojska Polskiego. Z tym, że studenci figurowali na afiszu jako trzy iksy, nie podpisywano ich imieniem i nazwiskiem. Teraz nie dość, że występują pod własnym nazwiskiem, to jeszcze pedagodzy uczelni się tym szczycą. Taką formą zaprezentowania aktorek łódzkiej szkoły były pokazywane na festiwalu  „Czarownice z Salem” w reżyserii rektora Mariusza Grzegorzka, równocześnie reżysera pracującego w Teatrze Jaracza i od lat odnoszącego tam sukcesy. Znakomite przedstawienie, w którym gra pani dziekan, pani prorektor i debiutują cztery studentki.


- Która szkoła teatralna wypadła w tym roku najlepiej, jeśli chodzi o ilość nagród?
Z całą pewnością PWST Kraków. Oprócz Grand Prix dla krakowskiej szkoły, osiem nagród przypadło Wrocławiowi, który administracyjnie jest przecież filią Krakowa. Sześć nagród trafiło do AT w Warszawie, a cztery zdobyła Łódź.


- Jak co roku, owocem Festiwalu Szkół Teatralnych będzie przygotowany przez Panią reportaż. O co najczęściej pytała Pani studentów, reżyserów, dyrektorów teatrów, którzy są potencjalnymi pracodawcami dla tych młodych ludzi?
Najbardziej zachwyciła mnie niezwykła dojrzałość studentów. Ich otwartość, znajomość rynku i potrzeba rozwoju, przy jednoczesnym dobrym rozeznaniu we własnych możliwościach. Ich gotowość do podjęcia wyzwań, choć nie dotknęli jeszcze prawdziwego życia teatralnego. Dlatego ten reportaż będzie właśnie o nich. Zależało mi na pokazaniu ich poglądów, intencji, tego, czym jest dla nich aktorstwo, budowanie roli. Interesuje mnie, w jaki sposób rola w ogóle wpływa na człowieka. Jednego z młodych aktorów, który grał homoseksualistę, zapytałam, jaki wpływ ma na niego ta rola. „Nie wiem, będę wiedział za dwa lata” – odpowiedział. Tymczasem reżyser zbagatelizował ten problem, uznał, że to taka sama rola do zagrania jak każda inna. Na Festiwalu studenci musieli się zmierzyć ze współczesnym językiem teatru, ale były też przedstawienia tradycyjne, np. „Wspomnienia polskie” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Spektakl bardzo solidnie przygotowujący do interpretacji bardzo trudnego tekstu Gombrowicza. Cudowny festiwal. A panorama, jaka nam się na nim objawiła, wyjątkowo interesująca.


- Kiedy premiera Pani reportażu?
Mój reportaż z 35. Festiwalu Szkół Teatralnych zobaczymy 21 maja o godzinie 21.00 na antenie TVP Łódź. Choć warunki finansowe były trudne, dzięki wsparciu sponsorów, mogłam być z kamerą na wszystkich przedstawieniach. Dzięki temu powstało 25 minut wartkiego reportażu o młodych aktorach - pięknych, gniewnych i mądrych, którzy będą wpływali, mam nadzieję, na kształt polskiego teatru.

Dziękuję za rozmowę

Redakcja ZASP/J